Myślałam nad tym, by pisać codziennie, ale chyba mi nie wyjdzie... Zresztą nieważne!
Za kilka dni są moje urodziny. 18 lat. Ech... Będę musiała udowodnić ile dał mi trening. Dostrzegam w tym cień szansy. Może będę mogła się wreszcie wyrwać i uciec? Zasmakować świata, do którego tęskniłam całe życie? Jason powiedział kiedyś, że nie powinnam porzucać marzeń. Tylko jak spełniać marzenia kiedy twoja rodzina się temu sprzeciwia?
Nie chcę porzucać tego marzenia, ale się boję. Jednak martwię się o to, co może się stać. Zwłaszcza, że ostatnio miewam sen, w którym Vivi bezlitośnie torturuje jakiegoś blondyna, ale go nie zabija, bo w ostatniej chwili zaczynam z nią walczyć. Pytanie tylko, po co to robię?
Chciałabym poznać na nie odpowiedź, ale nie mam jak... Ostatnio brakuje mi czasu na wszystko. Ciągle tylko treningi i treningi... Najwięcej ich mam z wujkiem Jeffem, ciocią Niną i ciocią Jane. Jasne, rozumiem, że chcą bym była przygotowana jak najlepiej, ale bez przesady.
Mam wrażenie, że od śmierci Jasona i pojawienia się Vivi, tylko wujek Liu mnie rozumie. On jako jedyny do niczego mnie nie zmusza. Cierpliwie opatruje moje rany i ociera łzy, mówiąc, żebym trzymała się od mamy z daleka. Tak. Ona nienawidzi mnie do tego stopnia, że rani mnie za każdym razem, gdy się do niej zbliżam.
Chciałabym mieć normalną rodzinę... Tylko... Co można zrozumieć pod określeniem "normalna rodzina"? Nie wiem, ale mam nadzieję, że wkrótce się dowiem.
~Lily
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz